Czuję się wspaniale z faktem, że jest już kwiecień! Uwielbiam ten moment w roku, kiedy ma się w perspektywie nadchodzące miesiące ciepła i urlopów:). Z drugiej jednak strony wiosenny przypływ energii wykorzystuję na aktywności zgoła inne niż szydełkowanie (np. ostatnia wizyta na basenie, która uświadomiła mi fatalny stan pozimowej kondycji) i co za tym idzie niewiele się u mnie teraz w tej materii dzieje...
Dziś będzie więc o kocyku, moim pierwszym i włóczce, którą również wykorzystałam po raz pierwszy, a jest milutka niemal tak, jak futerko szynszyla:) Nazywa się ona Daisy - 30% microfibra, 30% poliamid. Jedyną jej wadą (choć nie wiem tego na 100%) jest dość ograniczony wybór kolorów, przynajmniej w pasmanteriach dostępne są głównie pastele. Mnie to akurat na ten moment odpowiadało, no bo jak tu zrobić niepastelowy kocyk dla noworodka? Żeby jednak nie przesłodzić tematu dodałam ciemny brąz jako wykończenie główki misia i obramowania.
Oto efekt:
Zdecydowałam, żeby nie przyszywać do końca uszek, i pozostawić je jako element do zabawy:)
Kocyk jest kwadratem o boku ok. 75 cm, pomimo ażurowego wykonania jest bardzo ciepły - to już zasługa włóczki :)
Dziergałam podwójną nitką i szydełkiem bambusowym 4,5
Zużyłam ok 8 motków 50g po 5zł za sztukę. Nie był to więc duży wydatek, a mam nadzieję, że przyda się swojej Właścicielce:).
Aktualizacja:
Martynka :)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz